Strategia Liderów RevShare Która Zabija…

Dzisiaj chcę się z Tobą podzielić kilkoma swoimi przemyśleniami na temat pewnego „trendu”, który panuje w przypadku projektów działających w modelu biznesowym revenue share. Czyli mam tutaj na myśli wchodzenie do nowego projektu co kilka miesięcy, albo i znacznie wcześniej.

O ile ta strategia z jednej strony jest dobra dla niektórych osób, tak z drugiej strony jest ona dość pesymistyczna dla całej reszty… Dlaczego?

Najwięksi liderzy propagujący tę strategię są:

– najpierw ogniwem ogromnego wzrostu/rozwoju danej firmy

– później ogniwem zniszczenia danej firmy

Jak to się dzieje?

Za człowiekiem, który ma zbudowaną mocną markę, podąża sporo ludzi – ci ludzie obserwują daną osobę i mocno reagują na jej działania, słowa, sugestie itd.

…i o ile jest to bardzo pozytywne w przypadku rozwoju danej firmy (bo taki lider jest w stanie w krótkim czasie przyprowadzić do firmy wielu klientów/partnerów), to w strategii „przechodzenia”, czy też „otwierania” nowego źródła dochodu w kolejnym projekcie RevShare, ma nieciekawe skutki – dlaczego?

Otóż dlatego, bo większość tych ludzi „związanych” z liderem, mocno reaguje na jego działania, decyzje, czyny i jak lider wchodzi do nowego projektu, tak automatycznie większość tych ludzi idzie za nim…

Taki efekt „stada baranów”, który jest widoczny w każdym aspekcie życia (polityka, religie itp. itd.)… 

To działanie z kolei powoduje efekt kuli śnieżnej, gdzie nagle w kolejnych użytkownikach, włącza się „lampka” mówiąca o tym, że „trzeba uciekać” – nie mają oni żadnych namacalnych dowodów, czy też racjonalnych podstaw do tego, aby „uciekać”, ale pędzą za „stadem”…

…i zamiast budowy sieci świetnych biznesów oraz źródeł dochodu, buduje się sieć zniszczonych projektów, gdzie niewielka grupa osób zarobi ładne pieniądze, a za nimi zostają później zgliszcza, bo w momencie, jak najwięksi „gracze” przestają inwestować swoją energię w rozwój danego projektu, to tak, jak drzewo podlane kwasem, zaczyna on przechodzić w stan stagnacji i zaczyna „umierać”…

Niektórzy mówią coś w stylu „biznes to biznes – tutaj nie ma sentymentów…” – naprawdę?

…to w takim razie czym jesteś – człowiekiem, czy manekinem?  

Tutaj tym, co mnie osobiście zniesmacza w tym działaniu i co ma dość często miejsce, jest taka kwestia, że najpierw dani liderzy (jak również wielu „zwykłych użytkowników”) budują relacje z założycielami konkretnych projektów, „strzelają” sobie piękne fotki z nimi, mówią/piszą o ich uczciwości, wielkich planach itd., a chwilę później, swoimi działaniami, w pewnym sensie pokazują tym założycielom środkowy palec mówiąc „wal się”. 

Dla mnie jest to totalnie niezrozumiałe i nie do zaakceptowania…

Projekty działające w modelu revenue share są genialnym i bardzo prostym rozwiązaniem, ale nadal panuje tutaj duży brak świadomości i zachowanie ludzi, które niszczy tę naprawdę fajną ideę, zamiast ją rozwijać. 

Mnie ta „wędrówka ludu” w projektach revenue share zaczyna coraz bardziej męczyć – jest to jeden wielki absurd… Dlatego, że jak angażuję się w dany projekt poważnie, to zaczynam budować wokół niego pewne biznesowe „zaplecze” i poświęcam na to np. rok lub półtorej roku swojego czasu oraz mnóstwa energii – z takim nastawieniem, aby budować coś sensownego, co będzie funkcjonowało naprawdę długo… a po tym np. roku okazuje się, że całą swoją roczną ciężką pracę, można wyrzucić do kosza jednego dnia, bo już nie ma to żadnej wartości… bo dzięki działaniom bardzo często użytkowników, liderów, dany projekt zaczyna zdychać… 

…a może to wyglądać zupełnie inaczej, tylko żeby tak się stało, każdy człowiek, musi zaglądnąć wgłąb siebie i zastanowić się nad swoimi działaniami.

Czy nie lepiej byłoby wykreować np. 2 lub 3 naprawdę duże projekty w branży revenue share, zamiast bawić się w zabawę pt. „kto mnie złapie ten jest mistrz”? …w proces nieustannego budowania i niszczenia…

2, 3 projekty… – zaangażować całą swoją energię w te projekty, skupić w nich liderów z całego świata i uczynić z tych firm największe na świecie w branży… czy nie byłoby to znacznie lepsze rozwiązanie, niż nowy projekt, nowy projekt, nowy projekt… i z tyłu masa frustratów, którzy „stracili”… ?

PODSUMOWANIE

Żeby było jasne. Ten artykuł może momentami brzmieć, jak oskarżenia, obwinianie kogoś o coś, obrażanie, ale nie to jest jego celem. Celem tego artykułu jest to, aby zainspirować Ciebie, niektórych liderów i ogólnie użytkowników tego typu projektów, do tego, aby często zastanawiać się nad swoim własnym działaniem – do czego to działanie prowadzi… czy ono buduje, czy raczej niszczy… do tego abyś słuchał/a własnego serca, a nie podążał/a jak tępy baran w każdym aspekcie za kimkolwiek, bo jest np. wielkim „guru” – nie ma ludzi nieomylnych… 

Żeby było śmieszniej – niektóre z tych osób propagujących tę „strategię”, szanuję za ich działania biznesowe, podziwiam wyniki generowane przez nich, ale dostrzegam też tę drugą stronę… 

…i po prostu chciałbym, aby w tym modelu biznesowym, pojawiła się trochę większa „stabilność”, aby te projekty działały nie rok, czy dwa lata, ale przynajmniej kilkadziesiąt lat – biorąc pod uwagę fakt, że liderzy i użytkownicy mają ogromny wpływ na to – jest to możliwe. Wystarczy zmienić swoją mentalność, zachowanie, skupić energię na 2 – 3 projektach w tej branży i uczynić z nich coś wielkiego na skalę globalną (coś na wzór Google, Facebooka pod względem wielkości).

…żeby tak się stało – muszą to zrozumieć głównie najwięksi liderzy w branży revenue share z całego świata i połączyć swoje siły, aby coś takiego stworzyć.  Także trzymam za to kciuki, że się w końcu przebudzi część ludzi i zakończy się ten destrukcyjny absurd, a zacznie czas budowania wielkich rzeczy. 

PS. Proszę nie umieszczać pod artykułem komentarzy obwiniających kogokolwiek itd., bo zostaną od razu usunięte – jak już wspomniałem, cel artykułu jest zupełnie inny. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *