Skąd Brać Motywację Do Codziennego Działania i Jak Osiągać Duże Rezultaty?

Dzisiaj na początku odejdziemy na chwilę od kwestii biznesowych (chociaż w dalszej części artykułu będzie nawiązanie do głównego tematu tego bloga…), a teraz na chwilę chcę powrócić do czasów szkolnych.

Zacznijmy Od Podstaw…

Tak, jak wspominałem kilkakrotnie w różnych miejscach w Internecie – ja należę do osób, które nienawidziły szkoły (od małego dziecka, aż do samego końca – czyli do ukończenia studiów, które w sumie dość późno w swoim życiu “robiłem”). Podobnie miałem w kwestii prac etatowych (miesiąc lub dwa w tej samej firmie, na tym samym stanowisku itd., to była dla mnie męczarnia…).

Dlaczego tak było? Dlatego, że odbierałem to wszystko od małego dziecka, jako “więzienie” – kiedy w zasadzie zmuszano mnie do tego, aby być w szkole np. od 7 rano do 13 – dla mnie to było więzienie, a nie szkoła – nie było to miejsce kojarzące się z czymś przyjemnym, potrzebnym… Podobnie czułem się w kościele oraz w różnych firmach, w których pracowałem np. w UK oraz w Polsce (chociaż tutaj bardzo niewiele w porównaniu z UK).

Przez większość lat szkolnych, mówiąc “książkowo” – byłem uczniem trójkowym (przeważnie średnia ponad 3)… i z czego to wynikało?

W szkołach, do których uczęszczałem, nigdy nie było elementu inspiracji – inspirowania dzieci/młodzieży, pokazywania, co się może w ich życiu wydarzyć, jeśli opanują daną wiedzę. Do czego ta wiedza “otworzy im bramy” w życiu…

Był za to wszędzie element zmuszania – w szkole nakazywano nam, czego mamy się nauczyć pod groźbą “kary”. Nauczyciele zamiast motywować, przeważnie “groźbami” próbowali wyegzekwować na nas nauczenie się czegoś.

Od małego dziecka (jeszcze nawet nie będąc do końca świadomym wielu rzeczy) buntowałem się przeciwko szkole, Kościołowi – przeciwko temu, że nauczyciele, ksiądz, rodzina… starają się mnie umieścić w jakimś chorym, “czasowym grafiku” jak robota, który ma robić “to i to” w konkretnych dniach i godzinach.

Zaczniesz Widzieć Zmiany, Jeśli Coś Cię Zainspiruje…

Przez większość lat szkolnych, byłem kiepskim uczniem (patrząc na oceny), bo miałem po prostu ten cały system szkolny itd. daleko gdzieś…

…ale były dwa wyjątki – w szkole średniej byłem najlepszy z języka niemieckiego w całej klasie. Jak uczęszczałem do szkoły policealnej, byłem wtedy również zapisany w prywatnej szkole na kurs języka angielskiego – w pierwszym roku, byłem tam również jedną z najlepszych osób z całej grupy.

Dlaczego akurat język niemiecki w szkole średniej i język angielski w czasie szkoły policealnej?

W swoim otoczeniu, nie miałem nigdy ludzi “z większymi aspiracjami”, którzy chcieliby osiągać dużo więcej, niż przeciętny “Kowalski”. Nie miałem takich osób, które pokazałyby mi inne życie, inne możliwości, że można zupełnie inaczej podejść do kwestii zarobkowych w dorosłym życiu i funkcjonować całkowicie odmiennie, niż większość ludzi z wgranymi przez system “programami” do głowy…

W czasie szkoły średniej (i w sumie też podstawówki) moich dwóch wujków wyjeżdżało do pracy do Niemiec – na miesiąc, kilka miesięcy, dłuższy czas… i zawsze jak wracali, to dość, że przywozili różne rzeczy z tamtego kraju, to jeszcze zawsze przywozili zarobione kwoty pieniędzy, które kilkukrotnie przewyższały zarobki miesięczne ludzi z moich okolic pracujących na etacie.

W szkole średniej (nie widząc innych, lepszych perspektyw), moim “marzeniem” stało się to, że po szkole wyjadę do Niemiec pracować i tak jak wujkowie coś z tej pracy będę miał, a nie tak jak ludzie w Polsce (w moich okolicach), którzy pracowali tylko na to, żeby opłacić rachunki i przeżyć.

To marzenie spowodowało, że język niemiecki po prostu uwielbiałem – jak większości przedmiotów nienawidziłem, tak jedynie na niemiecki przychodziłem z ogromną chęcią… i zbierałem prawie same piątki.

Później to marzenie z różnych powodów “padło”… nie wyjechałem do Niemiec, a “przygoda” z jęz. niemieckim zakończyła się – nie miałem już więcej styczności z tym językiem (a raczej z jego nauką) i dzisiaj ciężko jest mi sobie przypomnieć nawet podstawowe słowa…

Mniej więcej pod koniec szkoły średniej – pojawiło się nowe marzenie, czyli wyjazd do Wielkiej Brytanii… co tam Niemcy, jak w UK były o wiele wyższe zarobki itd.

To był czas, kiedy do UK było bardzo trudno się dostać – trzeba było mieć np. rodzinę w UK, albo inne potwierdzenia, że jedziesz tam np. w odwiedziny i niedługo wracasz do Polski…

Niedługo po ukończeniu szkoły średniej, kiedy zrezygnowałem z rozpoczętych studiów… stwierdziłem, że jadę do UK zważywszy na to, że mam tam ciotkę (dziadzia brata córka…), która jako angielka z polskimi korzeniami, na pewno pomoże mi z potwierdzeniem, że niby do niej jadę, więc dostanę się do UK (drobny szczegół – nie znałem wtedy angielskiego). Cioteczka w rozmowie tel. wyraziła zgodę na pomoc, ale na granicy okazało się jednak, że “zmieniła zdanie” – jak celnicy zadzwonili do niej zapytać, czy rzeczywiście do niej jadę, powiedziała, że nie – powiedziała, że jadę do pracy w UK… tak więc celnicy wyrzucili mnie z autokaru i zostałem w zimie na granicy po stronie francuskiej…

To była dla mnie porażka, ale nie poddałem się… mimo wielu negatywnych wtedy myśli, emocji – nadal to marzenie wyjazdu do UK miałem w swoim umyśle. Jak zapisałem się na kurs języka angielskiego, to zrobiłem to z myślą o swoim marzeniu/celu – w pierwszym roku, jako “zielony” w kwestii języka angielskiego, poczyniłem ogromne postępy. Człowiek, który nas uczył, momentami był “w szoku”, jak mocno idę do przodu na tle całej grupy kursantów…

Tutaj Zakończę Opowieści…

…trochę szczątkowe, trochę wyrwane z kontekstu, ale myślę, że bez problemu jesteś w stanie cały, najważniejszy sens w tym wszystkim wyłapać.

Chodzi o to, że jeżeli masz marzenie, bardzo jasno określony cel połączony z ogromnym pragnieniem jego realizacji/osiągnięcia – wszystko, co jest potrzebne, zaczniesz do siebie przyciągać jak magnes, będziesz zgłębiać wiedzę konieczną do osiągnięcia swojego celu wielokrotnie szybciej niż wtedy, kiedy ktoś by Ci kazał się tego nauczyć…

Wielu ludzi mówi o tym, że chce zarabiać dużo więcej pieniędzy – naprawdę tego chcą? Czy Ty naprawdę tego chcesz?

…nie widać tego po działaniach, a raczej braku działań tej większości ludzi, którzy tak mówią/piszą…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *